OtotrendOtotrend

Z buta ruszam w tango

main

Czy można zarobić na oferowaniu butów do tańca? Oczywiście, ale trzeba zaoferować takie produkty, których nie ma w Polsce – mówi Aleksandra Teresińska, założycielka firmy Butango.

Twój sklep mieści się w dość interesującym miejscu – w dawnej fabryce wódek Koneser na warszawskiej Pradze. To ciekawe miejsce, choć wielu osobom ta dzielnica nie kojarzy się najlepiej.

To jest strasznie stereotypowe myślenie. Może kiedyś tak było. Nieopodal mojej firmy powstają galerie, istnieją także atelier artystyczne, knajpki. Poza tym Koneser daje poczucie bezpieczeństwa – jest chroniony, podejrzane osoby nie są wpuszczane.

Moi klienci nie przychodzą z ulicy, nie trafiają do mojego sklepu przez przypadek. Z każdą osobą umawiam się indywidualnie przez telefon.

Dzięki temu nikt nie odstrasza Ci klientów.

Raczej nie. Poza tym moi klienci nie przychodzą z ulicy, nie trafiają do mojego sklepu przez przypadek. Z każdą osobą umawiam się indywidualnie przez telefon. Chodzi o to, żeby każdy klient był obsługiwany pojedynczo. Kupowanie butów do tanga to bardzo prywatna sprawa, wymagająca też pełnego zaangażowania z mojej strony.

Można je nawet wypróbować w kilku podstawowych krokach?

Owszem. Zdarzają się takie sytuacje.

Czemu w ogóle zajęłaś się sprzedażą butów do tanga?

Sama tańczę dwa lata i wiem, jaki jest problem z dostaniem odpowiednich butów do tanga. W Polsce dotychczas nigdzie nie można było ich kupić. Istnieje możliwość zamówienia ich przez Internet, ale to bardzo ryzykowne przedsięwzięcie. Po swoje buty pojechałam do Berlina, bo to było najbliższe Warszawy miejsce, gdzie można było kupić argentyńskie buty do tanga. Pomyślałam, że mogę niektórym zaoszczędzić takiej podróży.

Sprowadzasz buty z samego Buenos Aires, czyli kolebki tanga. Byłaś tam kiedyś?

Niestety, jeszcze nie, ale tylko stamtąd sprowadzam buty. W końcu na butach do tanga argentyńskiego najlepiej znają się Argentyńczycy.

Niemniej nie poprzestałaś tylko na sprowadzaniu obuwia – jesteś również projektantką. Jak udało Ci się to osiągnąć?

Środowisko tangowe jest dosyć wąskie i zamknięte. Chciałam uniknąć takiej sytuacji, że dwie panie wystąpią na parkiecie w takich samych butach. Wszystkie swoje pomysły konsultuję z projektantką manufaktury szyjącej dla mnie buty w Buenos.

To jednak duży sukces. Nie wyobrażam sobie, żebym ja zaproponował, np. firmie produkującej koszule, stworzenie mojego osobistego wzoru.

Ja nie jestem „zwykłym klientem”. Kupuję hurtowe ilości obuwia, żeby moi klienci mieli z czego wybierać. Inaczej nie miałoby to sensu.

Ile w ogóle kosztują takie buty?

Między 580 a 800 złotych, a te robione na specjalne zamówienie są jeszcze droższe.

To nie są małe pieniądze. Skąd miałaś pewność, że założenie tak niszowej firmy się powiedzie? Robiłaś jakieś badania rynkowe?

Nie przeprowadzałam ankiet. Po prostu doszłam do wniosku, że skoro niektórzy są skłonni pojechać po buty nawet do Buenos Aires, to może znajdą się i tacy, którzy najpierw zajrzą do mnie. Okazało się, że mam rację.

Szczególnie że swoich klientów częstujesz herbatą z zabytkowego samowaru. Widzę, że pomyślałaś o wszystkim. Czy lokal też musiałaś odpowiednio przerobić?

Oczywiście. Mówiąc szczerze, to była ruina. Sama układałam podłogę z klepek, skrobałam okna i malowałam parapety. Miałam trochę oszczędności, które zdecydowałam się zainwestować. Wcześniej pracowałam przez kilka lat jako modelka, ale i tak musiałam nieco pożyczyć. Teraz powoli spłacam długi. Liczę, że będzie coraz więcej nabywców i będę mogła spokojnie się z tego utrzymywać. Mam już klientów nie tylko z Polski. Przyjeżdżają do mnie panie z Ukrainy, Białorusi, a nawet z Irlandii.

Miałam trochę oszczędności, które zdecydowałam się zainwestować. Wcześniej pracowałam przez kilka lat jako modelka.


Skąd Twoi polscy i zagraniczni klienci o Tobie wiedzą?

Tradycyjnie działa poczta pantoflowa. Większość ludzi przychodzi do mnie z polecenia lub też wraca po kolejne buty. To dobrze świadczy o moich butach. Środowisko tangowe ma swoje źródła informacji, głównie w Internecie, więc tam się reklamuję. Moja strona jest tak często odwiedzana, że po wpisaniu „Butango” w Google zajmuję całą pierwszą stronę. Poza tym cały czas sama tańczę, więc przypominam się też na milongach.

A jakie masz plany na przyszłość?

Planuję rozszerzenie asortymentu. Obecnie oprócz butów można kupić u mnie nowoczesną biżuterię projektowaną dla mnie przez młodego jubilera Marcina Bogusława. Myślę również o strojach do tanga. A jak mi przyjdzie coś innego do głowy, to też się do tego zabiorę.


Tekst ukazał się w magazynie "Dlaczego"


 

Autor: Rozmawiał: Paweł Rusak, "Dlaczego"