
Showman, pilot (uczestnik wojny polsko-bolszewickiej) i twórca jednego z najsłynniejszych potworów w historii kinematografii. Kim naprawdę był Merian C. Cooper?
Merian C. Cooper mógłby spokojnie zostać bohaterem jednego ze swoich filmów. We własnym życiu grał wiele ról - wizjonera zafascynowanego techniką, mężnego lotnika odznaczonego krzyżem Virtuti Militari, a nawet podróżnika, który o mało co nie został władcą ludu Bachtijari. Kim był naprawdę - showmanem, bohaterem, artystą?
Merian C. Cooper mógłby spokojnie zostać bohaterem jednego ze swoich filmów.
W młodości Cooper interesował się samolotami. Szybko opanował technikę latania. W czasie I wojny światowej pilotował bombowiec DH-4, został nawet zestrzelony i poparzony trafił do niemieckiego obozu jenieckiego.
Po zakończeniu konfliktu zamiast wrócić do Stanów postanowił zostać w Europie i wziąć udział w wojnie polsko-bolszewickiej. – Jest pewien romantyzm w słowie „Polska”, którego nie znajdziesz w nazwie żadnego innego kraju – pisał. Wychowany na opowieściach o Pułaskim i Kościuszce, i ich udziale w wojnie o niepodległość Ameryki, Cooper postanowił odwdzięczyć się Polakom.
Razem z kilkoma przyjaciółmi założył pierwszy oddział lotniczy II Rzeczpospolitej – Eskadrę Kościuszkowską. Merian wziął udział w ponad 70 misjach. Niestety został w końcu zestrzelony i trafił do niewoli. Przekonał Rosjan, że jest zwykłym żołnierzem niskiej rangi, a w końcu udało mu się nawet uciec (pomogła mu w tym tajemnicza kochanka, jak się później okazało – podwójny szpieg). Przedarł się do Polski, gdzie marszałek Piłsudski odznaczył go krzyżem Virtuti Militari.
Po powrocie do Stanów rozpoczął karierę reżyserską. Zaczynał jako dokumentalista - zwiedził najodleglejsze zakątki świata i wiele razy ocierał się o śmierć. Spotykał niesamowitych ludzi: piratów, łowców głów, niebezpiecznych władców…
Prawdziwym przełomem okazał się film „King Kong” z 1933 roku, który Cooper nie tylko współreżyserował, ale także w nim wystąpił i przy którego scenariuszu pracował.
W ekranizacji życia Meriana Coopera zagra go najprawdopodobniej Brad Pitt.
Nie wiadomo do końca, co zainspirowało Meriana przy tworzeniu King Konga. Czasem mówi się, że po przeczytaniu książki o smokach Komodo, Cooper wpadł na pomysł zrobienia filmu o gorylach walczących z niebezpiecznymi gadami. Później przemienił go w historię jednego ogromnego człekokształtnego i wzbogacił o wątek kobiecy (krytycy zarzucali mu bowiem brak romantyzmu).
Według innej wersji Cooper wymyślił King Konga wychodząc kiedyś z biura, gdy zobaczył samolot lecący koło nowojorskiego wieżowca. – Natychmiast wyobraziłem sobie na szczycie tej budowli gigantycznego goryla – miał wspominać amerykański reżyser.
Choć Cooper wyreżyserował i wyprodukował później wiele innych filmów, żaden nie przyniósł mu takiej sławy, jak „King Kong”. Merian do końca jednak pozostawał prawdziwym wizjonerem kinematografii – marzył o sfilmowaniu lotu w kosmos, a nawet przewidział powstanie kina trójwymiarowego… Do dzisiaj jego osiągnięcia inspirują i dają nadzieję wielu początkującym reżyserom.
Historię Meriana Coopera możecie przeczytać w wydanej niedawno przez Wydawnictwo Literackie książce „Szalona życie Meriana Coopera, twórcy King Konga” Marca Cotty Vaza. Cały czas mówi się także o ekranizacji życia Coopera, nad którą pracuje Andrzej Bartkowiak. W roli głównej wystąpi zapewne Brad Pitt.